O gotowaniu Synu

Inwokacja
AD.29.1.2020
Jak zaczynam o tym myśleć jest wczoraj przed dwunastą.
Pokój z widokiem na miasto.
na mojej ulicy światła nie gasną.
Polna City. Niechorze .Dolny Brooks.
Jestem z Niechorza. Cały jak stoję.
Wiatr w oczy głowę podnoszę dumnie
I głośno mówię że jestem z Niechorza. Zachodnie  wybrzeże. Proste.
Chodnikiem idzie para turystów gadają po angielsku
Neukolln. Stara dzielnica. Berg Strasse.Będę o tym pisał.
jak Adam w Paryżu. Synu. Mam się dobrze.
Jeżdżę dużo na rowerze.Na czerwonym świetle ee.Dużo wiatru
Tu rozmawia się po turecku,arabsku,włosku,polsku,niemiecku i innych językach.
Wieża Babel. Na południu Berlina. Spoglądam sobie przez okno.
Barowy stołek z oparciem e obity elegancko czarną eko skórą czeka
aż się na nim zakręce. Dosłownie. Jeszcze sobie napisze. Potem zwinę.
Wchodzę do pracy na 15. A przyjechałem rowerem. Jak zwykle , a strasznie padało.
Wchodzę siema . Przebieram się wracam na kuchnie. Jem francuskiego rogalika
i kilka frytek bo długo dzisiaj spałem.Klasycznie.
Podchodzę do szefa porannej zmiany. Się znamy. Nawet dobrze.
malowałem u niego mieszkanie. Remoncik . Drobny.
Siema gadka o zdrowiu pracy dziewczynach i samochodach
Klepie po ramieniu grubszego łysego czarnego pana śmiejemy sie mówie.
Ty Suta ja twój noż wczoraj znalałem. Warzywnioka twojego.
To będzie wyjaśnione w drugim akapicie””
I gadamy jeszcze chwilę , patrze na niego i mówie.
Ty Anna z akcentem na pierwsze n. Tak hindusi mówią do siebie.
To coś jak bracie. Mówią tak między sobą. Ja mogę sobie pozwolić
I mówie szefie ty masz za przepaskę mój fartuch co go zgubiłem przed latem
A był w pralni to wziąłem a skąd wiedziałem że to twój.
Luz mówie ja ci nie żałuje. Ale po pracy zabieram.
Zostaw mi na wierzchu gdzies. Patrzymy na kelnerki. Normalnie
Zguba za zgubę. Materia w przestrzeni. Jak z zapalniczką.
Towar z rąk do rąk. Ciepły talerz. Zimne nóżki.
Jeśli wiesz co chcę powiedzieć .
Pokój z widokiem na miasto

oo

Nie mam głowy do pisania, ale mam głowę na karku. To pewne
i to że życie uśmiecha się do mnie. Lato w mieście.Urlop w betonowym lesie
Kiedyś miałem dużo czasu teraz chciał bym go mieć jeszcze więcej.
Lubie siedzieć na ławce. a zimą nogi marzną.Dlatego noszę czapkę i staram się mieć czystą głowę. to ważne.
Rodzina to najważniejsze. Patrzenie na własne ręce i oczy szeroko otwarte. Zawsze.
Jestem trochę zmęczony, bo po pracy. Kuchnia. Duża kuchnia.
10 godzin na girach wiesz jak jest.Praca krzepi. A że dawno nie pisałem
tak sobie patrząc z okna na 1 piętrze w kamienicy w mieszkaniu które
wynajmuje. We włoskim domu. Jeśli wiesz co chcę powiedzieć .
Myślę sobie że na piszę choć trochę mi się nie chcę.
Odpocznę sobie , bo co mi czas leci co jakiś czas stukot kolejki metra trzęsie miarowo jego pokojem. Miasto. Podziemna kolejka .
Żółte wagoniki i winda okna rzut beretem. Dosłownie
Nie będę dbał tu o składnię choć mimo to zawsze się staram bo litery muszą być uporządkowane.
Do rzeczy. Bo to Gastronomia jest.
Gotujesz i dużo jesz. Piekło
To gotowanie to aż mnie na chwilę zamyśliło ci człowiek się nad chwilą refleksji zawiesił
“co ja robię tu. Klasyk. nie ma Morza, może to nie największy problem.
A życie płynie. Metro wypluwa kolejny kurs. Ludzie wychodzą i podążają każdy w swoją stonę
Do rzeczy bo to rozkmina gastronomiczna. Branżowa
Zrobiłem sobie dzisiaj w pracy sefie noża. Z nożem w ręce stoję przy stole. Normalnie
Uśmiechnięty najedzony.Druga broda. Się żyje sie je.
Noże. Bo życie kręci sie koło noża . Kroisz gotujesz podjesz jesz.Je też jeż
Nożem też można uciąć komuś głowę, zwierzęciu rybie.
Życie.życie jest piękne .A sztuka długotrwała.
Zestaw dwóch noży noż krótki obierak do warzyw taki długości kciuka i rasowa kosa 15cm.
Nóż do wszystkiego. Kozackie oba w drewnianych rękojeściach. Zawsze chciałem mieć takie noże.
Każdy dostał. Każdy z kucharzy. Mimo że pracuję na tej samej pozycji co inni koledzy z teamu
jak to się tu na zachodzie mówi.Ja nie dostałem. Może pracuję za krótko .Morze mi się to wszystko śni.
Przychodze do pracy na 15. Popołudniowy szift. Klasa.
Wjeżdżam na kuchnie. Siema siema. Jak tam leci klasyczna gadka na przywitanie. Troche bajerki. Normalnie.
Mijam się wtedy przez godzina na kuchni z poranną zmianą.
Suta. Szef porannej zmiany. Dobrze się znamy. Siema co tam. Gadka o tym że wczoraj za cienko bakłażan pokrojony Oberginie. Życie. Warzywa i noże.
I Szef pyta że noża gdzieś zgubił , mówie że dopiero przyszedłem nawet nie drąże tematu bo noże giną.
Potem krótka zwała ż Szefem z którym teraz pracuje że tamten zgubił nóż prezent do Weinachtsmana i zwała.
Tu się nie miesza świąt i pracy , garów i religii.
Cały czas coś tam mieszając myslę co zrobię wieczorem
A to bardzo dobry prezent. Jeśli wiesz co chcę powiedzieć.
Koniec zmiany idę po drodze wyrzucić karton zbiorczy po mleku kokosowym
Kolega zadzwonił dobry ziomal. Często rozmawiamy przez telefon.
Taka praca . Słowami się obraca a świat kręci się.
Dłuższa nawijka o życiu dziewczynach robocie. Normalna gadka chłopaków w moim wieku.
Rozkmina .Rzadko się widzimy dużo rozmawiamy. Proste.
Patrzę chwilę przez okno.Nic się nie dzieje. Nad Neukölln białe chmury.Noc spokojna
44 stara dzielnica Berg Strasse. Jeśli wiesz. Ja tak.Spoglądam na windę U7.
Normalna winda między dwoma pasami ruchu. Teraz ma trochę odpoczynku
Po całym dniu zgiełku. Mieszkam na ruchliwej ulicy gdzie dziur nie ma a remont wciąż trwa.
Rozrywałem ten karton by wrzucić go do żółtego kontenera na śmieci.
Ekologia.Segregacja odpadów. Podobno niemcy robią recykling 60% odpadów.
Morze być. Morze Bałtyk. Niechorze. Biegam za sosem i nie jem mięsa.
To dobra droga. To pewne. Jak podatki i śmierć. Życie w mieście grzechu
Z kartonu zbiorczego po mleku kokosowym wylatuje nóż. ten nóż Weinachsman geschenk.
Podnoszę go oglądam a świeżo postawiona kamera w podwórku kamienicy na Fridenau obserwuje mnie.
Mam czyste ręce . Uśmiecham się do siebie
Pokazuje Basowi. Kręcimy chwilę zwałę .Skrót myślowy.Mówię umgang. Nieczystym językiem ale dużo rozmawiam
Wymiana myśli i spostrzeżeń ti jest istota cywilizacji, albo nie, by za dużo nie gadać głupot. To jest ważne i wiara w siebie
A świat jest zły. Późno przychodzącemu kości
Robie selfie z tym nożem wysyłam do zguby . Tyle.
W kuchni giną noże. Morze. Może ja to , zauważyłem ale pewnie nie jako pierwszy
ale to uświadomił mi kolega Piter. Pozdrawiam . Synu.
Tajemnica wielkiego Gastronoma. Rzeka mleka i jadu żmii. Antybiotyki. Leki z pleśni. Stara szkoła, zimne stopy
Że dasz 5 nożyków warzywnych na kuchnie i po jakimś czasie nie długim jego odstępie
zostanie tylko 2 może jeden.Amba. Lambada.
Jest tak że obierając bądź oczkując kartofelki na koniec bezwarunkowo wrzucasz z ostatnimi skórkami ziemniaka do wiaderka nożyk warzywny
i ginie i to jest tak jak z kradzeniem zapalniczki.Zależy czy ktoś pali czy nie i co
Najlepiej wcale. Ale w życiu różnie jest. I z tą zapalniczką jest jak z tym nożykiem
że ginie. Tak to. Z ulicy siano. Kręci mi się kiepsko tylne koło
Nie ginie Morze.Morze nie ginie .Opowieści z mojej wsi.
Rzadko pada deszcz dużo jeżdżę na rowerze. Ma w pokoju palmę.Narracja dwa D.
Siedzę na kanapie a ulicą jadą psy. Normalnie
dzwon dwa razu zabrzmiał w katolickim kościele. Normalnie.Późno jest
Mam nadzieje że ta składnia ładnie wyjdzie.
Jestem z Niechorza i zawsze jak sie ktoś pyta to mówie to głośno.
Niechorze. West Side. Biegam za sosem. Nadbałtycka bragga.
Oby nad waszymi głowami zawsze świeciło słonce. Nie jetem sam .
Mieszkam  na Neukólln i muszę ot tym napisać bo to jest dobra dzielnica.
Dla mnie.Jem pizzę. Często.Bene. Dobre jedzenie ostre noże.
Tu się nie pcha nosa w nie swoje sprawy. Biegam po lotnisku
Patrze na gwiazdy. zachody słońca w mieście. Też dobrze
I napisał bym sobie jeszcze , trochę tekstu ale mise już nie chce.
Misie misie jeszcze przez okno popatrzę. 44 Biegam za sosem.
Na mojej ulicy latarnie nie gasną
Synu.
Dla moich psów.
Pokój